Witaj szanowny Gościu na forum Odjechani.com.pl. Serdecznie zachęcamy do rejestracji. Tylko u nas tak przyjazna atmosfera. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować i dołączyć do grona Odjechanych!

Strona odjechani.com.pl może przechowywać Twoje dane osobowe, które w niej zamieścisz po zarejestrowaniu konta. Odjechani.com.pl wykorzystuje również pliki cookies (ciasteczka), odwiedzając ją wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie oraz rejestrując konto wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych w ramach funkcjonowania serwisu. Więcej informacji znajdziesz w naszej polityce prywatności. Pozdrawiamy!


Rozwiązywanie problemów - Siła czy intelekt?
#1
Życie często wystawia nasze stargane nerwy na próbę... Emocje biorą górę i bywa, że robimy rzeczy, których później żałujemy.
A czy Tobie zdarza się popełniać takie błędy? Potrafisz opanować się na czas? Jak załatwiasz swoje problemy? Używasz do tego siły fizycznej, czy może spokojnie analizujesz każdy krok? Bijesz się o kobietę, czy może spokojnie adorujesz? Uważasz, że kary cielesne wobec dzieci pozwalały lepiej wychować potomstwo? A może jesteś nawet zwolennikiem starej szkoły, gdzie za brak wiedzy cierpiało się katusze? Co myślisz na ten temat? Zapraszam do dyskusji
  Odpowiedz
#2
Zmiksowałeś tyle wątków, że wystarczyłoby na wiesz, kilkanaście różnych dyskusji.

1. Co do bicia dzieci - jestem na nie. Co do kontrolnych klapsów w skrajnych wypadkach - jestem na tak, uważam ze rodzice powinni mieć takie prawo i nikomu nic do tego.
2. Bicie się o kobietę? Kurcze, czy my wyszliśmy już z jaskini? mamy XXI wiek, to kobiety maja się bić o nas:-)
3. Jestem za "starą szkoła" w szkole. Każdy sposób na wbicie tym zakutym łbom wiedzy, w tym historycznej i społecznej, jest dobry. Jak widzę na ulicy niektóre tępe twarze, to jestem przerażony
  Odpowiedz
#3
Hmm lata temu zdarzało mi się wyprostować jakąś sprawę, przy użyciu rąk, jako 15 letni wyrostek połamałem księdzu katechecie nos - na katechezie uderzył moją siostrę, zawsze miałem dziwną jazdę na stawanie w obronie słabszych, a tam gdzie brakowało sił znalazł się sposób. W szkole jeszcze mieliśmy bandę wyrostków, która dręczyła słabszych, byli więksi, silniejsi a ja miałem worek na struj do wf i pół cegły... przestali. Z czasem jednak przychodzi refleksja, co by było gdybym trafił lepiej ? Przychodzi też zrozumienie własnej siły i człowiek jaśniej myśli nad konsekwencjami. Kiedyś w żartach klepnąłem, żonę w tyłek - dowcip wydawał mi się przedni, siniak który nosiła przez tydzień - nie. Ostatnie zajście niezbyt miłe miałem dwa lata temu, jakaś pijana menda w pubie robiła podjazdy do mnie i kumpla, od słowa do słowa i w końcu wziął się do bitki, zamierzył na mojego kolegę, a ja złapałem go za rękę... dużo nieprzyjemności, coś mu się tam połamało, coś się przemieściło, widać alkohol osłabił mu kości. Ręce to czasami straszna broń i pomijając aspekt moralny - czasem przypadek bardzo może pokomplikować nam życie.
  Odpowiedz
#4
Ja osobiście wolę podejście intelektualne, ale w skrajnych sytuacjach w których niema czasu na myślenie chętnie rzucił bym się z pięściami. Udało by mi się czy dostał bym baty, to i tak odejdę z podniesionym czołem. W obronie słabszych zawsze lubiłem stawać i to się nie zmieni. Mimo wszystko nie sztuką jest rozwiązać problem siłą, naprawdę sztuką jest zrobić to słowami. Z pozoru mężczyznom wydaje się, że przez wygraną bójkę ludzie odczuwają do na szacunek, ale tak naprawdę większość postrzega nas jak opryszka. Z drugiej strony jeśli uniknie się konfliktu słowami, to można być z siebie dumnym. Mimo wszystko ceną akurat w moim przypadku nie może być godność, jej wolę bronić siłą gdy już wszystkie inne metody zawiodą.

W stosunku do dzieci mały symboliczny klaps i kara są potrzebne, a jeśli chodzi o walkę o kobietę, to myślę, że lepsza jest konfrontacja słowna z oponentem i test swojego uroku na dziewczynie. O dziewczyny biją się tylko prymitywy. Nie jestem za starą szkołą i nie będę, ale w dzisiejszym świecie powinno się coś zrobić z głupotą nastolatków, bo w niektórych przypadkach przechodzi ona wszelkie granice.
¿nʞɔoןɹǝɥs ʎuoןoʍopɐz ǝıqǝıs z śǝʇsǝɾ oɔ ı ou
  Odpowiedz
#5
Jeżeli chodzi o rozwiązywanie spraw po męsku to bywa tak, że trzeba czasem dać sobie w ryj.
Oczywiście to wszystko zależy od osobowości.

Wysłane z mojego HTC Wildfire S A510e
  Odpowiedz
#6
Jasne, że intelekt. Jeśli musisz komuś przylać, by udowodnić swoje racje, to znaczy, że nie masz racji i sam o tym wiesz. Moralnym przegranym i tak jesteś ty. Przemoc w związku? W żadnym wypadku, wychodzę z założenia, że jeśli facet kiedykolwiek by mnie uderzył, to zrobiłby to tylko jeden raz, bo więcej już by nie miał okazji. Lać się z koleżanką, by rozwiązać problem? A od czego mamy mózgi? Jak sobie damy po pyskach, to problem zniknie? Choć zauważyłam, że u facetów funkcjonuje to w nieco inny sposób i często "danie sobie po razie" potrafi zdziałać cuda i całkowicie oczyścić atmosferę. (Ach, ten testosteron...)

Kary cielesne wobec dzieci w szkole - absolutnie nie, jedynie rodzice mają prawo dać swojemu dziecko tego przysłowiowego klapsa (ale KLAPSA, stłuczenie dziecka na kwaśne jabłko NIE JEST klapsem!). Bicie i wyżywanie się na słabszych i wykorzystywanie swojej siły i przewagi fizycznej przeciw słabszym, a szczególnie wobec dzieci, jest po prostu obrzydliwe i żałosne. Jeśli nie potrafisz wychować dziecka bez stosowania przemocy, to znaczy, że to tobie brakuje autorytetu i to ty jesteś winien takiej sytuacji. Zamiast po raz kolejny zamierzać się z pasem na dziecko pomyśl, dlaczego cię nie szanuje, jakie błędy popełniłeś i co możesz zrobić, by zmienić tę sytuację. Strach i szacunek to nie jest to samo. Wiedz też, że przemoc rodzi przemoc i największymi szkolnymi łobuzami dręczącymi słabszych kolegów, najczęściej w grupie "wszyscy na jednego", są właśnie dzieci bite w domu, bo one są nauczone przemocy i agresji, oraz tego, że nie ma nic złego w wykorzystywaniu swojej przewagi wedle własnego widzimisię, bo nie istnieje coś takiego jak "honorowa" czy "równa" walka, bo czy ojciec lejąc syna "walczy z nim jak równy z równym"?
  Odpowiedz
#7
MissFuneral napisał(a):Choć zauważyłam, że u facetów funkcjonuje to w nieco inny sposób i często "danie sobie po razie" potrafi zdziałać cuda i całkowicie oczyścić atmosferę. (Ach, ten testosteron...)
Racja, heh... Te hormony :D


Przemoc to prymitywny sposób rozwiązywania problemów. Człowiek jest na tyle inteligentnym stworzeniem, że powinien używać do tego celu mózgu, a nie rąk. Klaps dla dziecka jest dla wielu z Was dopuszczalny, ale czy nie świadczy to o Waszej bezsilności w tym momencie? Zgadzam się, że w wyjątkowych momentach takie naprawdę delikatne "karcenie" 6 letniego malucha, który wiele jeszcze nie rozumie, nie jest wielkim przegięciem, a jedynie bodźcem, który lepiej zakorzeni się w jego psychice, jednak czy nie ma innego wyjścia? Myślę, że ma to sens kiedy dziecko jest jeszcze małe. W podstawówce, a właściwie po komunii, można już logicznie wyjaśnić pewne kwestie takiemu malcowi, więc wtedy zrezygnowałbym kompletnie z formy fizycznego wyjaśniania problemu. Nie mam jeszcze dzieci i na razie teoretyzuje, ale kieruje się przede wszystkim rozsądkiem.

Przemoc jest dla mnie zbędna, choć przyznam, że swojego czasu, kiedy moim priorytetem przez wiele lat była siłownia i stałem trochę na bramce w klubie, zdarzały się drobne występki... Ehhh, człowiek potrafi być czasem głupi, ale co zauważyłem, im jest się silniejszym, tym rozsądniej podchodzimy do sprawy. Faktycznie, kiedy w grę wchodzi poważne uszkodzenie drugiej osoby, a my znamy nasze możliwości, to nam wystarcza. Nie musimy się sprawdzać i nikomu nic udowadniać w tej kwestii.

Stara szkoła wychowywała zastraszone (niczym Żyd w obozie koncentracyjnym) dzieci. Nowa, za bardzo pozwala wejść sobie na głowę. Gdzie leży rozwiązanie? Tak źle i tak niedobrze... Wpływ na dzisiejsze rozwydrzenie nastolatków, ma więcej czynników, niż tylko brak kar fizycznych w szkołach. To jedynie wierzchołek góry lodowej. Czasy się trochę zmieniły...
  Odpowiedz
#8
Również nie mam jeszcze dzieci i tylko teoretyzuję, ale też nie chcę popadać w przesadę w drugą stronę, choć wszystko zależy jeszcze od tego, co się rozumie pod pojęciem tego klapsa. Pamiętam klapsy mojej mamy - były żenujące, istny śmiech na sali. ;) Ale w jakiś sposób spełniały swoją rolę, bo dla takiego małego smarka były sygnałem, że zrobił coś złego i mama się zdenerwowała. Klaps równał się - kara, choć bólu nie było żadnego, dlatego nie można mówić w tym przypadku o jakiejkolwiek przemocy.

Pamiętam też Mokrą Ścierę mojej babci, sposób na praktycznie każde przewinienie, od nieumycia rąk przed obiadem, przez podkradanie ciastek z kredensu, po pyskowanie. Oj, po dostaniu Ścierą bolało jak cholera długi czas, a mimo to największą radochę mnie i kuzynce sprawiało umyślne wkurzenie babci, następnie paniczna ucieczka, a na koniec licytacja, ile razy której się udało uniknąć Ściery. Prawdziwe "Oszukać Ścierę 6". :D Zresztą Mokra Ściera w naszej rodzinie obrosła prawdziwą legendą, mój tata i jego siostra mieli z nią podobne doświadczenia, z których do dziś się zaśmiewają, a żadne z nich swoich dzieci nie biło. Trzeba po prostu znać granice i mieć wyczucie, gdzie kończy się klaps, a zaczyna przemoc.
  Odpowiedz
#9
Przemoc a intelekt - w ten kontekst fajnie wpisuje się stary dowcip, pewnie obił Wam się o uszy, gdyby komuś jednak umknął to go przytoczę ;)
"Dwaj kolesie w dresach (bycze karki, grube łańcuchy) opowiadają sobie o wakacjach.
- I stary po imprezie zawinąłem laskę na plaże, a ona się rozbiera i mówi do mnie - rób to co lubisz najbardziej...-opowiada jeden z nich.
- I co bzyknąłeś ją ? - wpada mu w słowo drugi.
- Nie coś ty, wyj... ałem jej z bani."
  Odpowiedz
#10
Absolutnie nie popieram bezzasadnej przemocy. Uważam natomiast, właściwie wiem, gdyż to nie podlega dyskusji bazując na wiedzy historycznej, że przemoc, czy inaczej, narzędzia władzy potrafią wykształcić osobowość znacznie bogatszą niż obecnie, wszędobylskie przyzwolenia.

Śmiać mi się chce kiedy faceci próbują się opisywać jako wielcy dżentelmenowie. W życiu nimi nie byliście i nie będziecie. Co z tego że nie uderzycie kobiety, kiedy będziecie ją zdradzać, obrażać czy molestować psychicznie? Tacy właśnie są Ci święci, którzy nigdy by na kobietę ręki nie podnieśli. Ewentualnie pantoflarze, którzy w domu są po to żeby zarabiać, ale tych przemilczę.

Mówicie że kobiet nie wolno dotknąć. Sparafrazuję, w czasie seksu wielokrotnie zdarzyło mi się bić kobietę co wywoływało u niej wręcz euforię. Kobiety są kilkukrotnie bardziej wytrzymałe na ból niż faceci, więc teksty w stylu "drobinka" nie mają racji bytu. Poza tym gęba nie szklanka. Moim zdaniem jeśli ktoś zasłuży na ***** to musi go dostać, mamy przecież równouprawnienie.

Żaden z Was, gentelmeni od siedmiu boleści, nie odniósł się do moich przykładów. Powiedzcie jak zachowalibyście się w sytuacji gdy:

1. Przychodzicie do domu z ciężkiej pracy a żona uprawia seks grupowy. Przywitalibyście się z gachami i poklepali żonkę po główce?

2. Z windykacji przychodzi pismo iż Wasz dom/samochód/meble zostaną zarekwirowane gdyż małżonka zadłużyła się i przepuściła kilkadziesiąt tysięcy zł. Powiedzielibyście: nic się nie stało drobinko, pewnie potrzebowałaś?

Bicie kobiet jest ohydną rzeczą i nikomu tego nie życzę ale pamiętajcie, że to też ludzie i czasem zasługują. Nigdy nie mów nigdy*

*nie dotyczy pedałów


Kwestia szkół. To co teraz się dzieje, a jest to nasza kochani zasługa, woła o pomstę i każdemu z tych chłystków sprałbym mordę przynajmniej dwa razy. Wprawdzie nie mam jeszcze dzieści lat ale widzę że za moich czasów było inaczej, mimo że też nieraz robiło się przypał nauczycielom. W podstawówce dostawałem za to baty warzechą albo chochlą w domu a od nauczycieli po gołej życi batem i przeżyłem, mamę kocham nad życie, kultury mi conieco wbiła do głowy a z nauczycielami do dziś mam kontakt. Odnieśmy to teraz do teraźniejszości. Byłem niedawno w moim liceum, chciałem odebrać odpis matury i to co zobaczyłem w moich ukochanym liceum mnie przeraziło. Było to liceum ekonomiczne więc większość zawsze była kobiet, ale kiedyś było normalnie, a teraz. Ludzie przecież toto wrzeszczy, biega, klnie co drugie słowo, dosłownie szmaciarze i gnojki. Chciałem wejść do kancelarii to musiałem przedzierać się przez pyskujące małolaty z bańkami gum do żucia. Młodzież siedzi na poręczach, dziewczyny co niektóre ubrane w stylu lingerie i żadnego szacunku do nauczycieli. Zachowanie więc jest poniżej wszelkiej krytyki a skoro już w szkole to co dopiero na ulicy. Dlatego jestem za wprowadzeniem tych długich giętkich patyczaków do szkół od najmłodszych lat.

Zgadnijcie, kto nawiązał w szkole i poza nią więcej kontaktów, kto pija kawę z profesorami swoich szkół, uczelni ja, bity co drugą przerwę za łobuzowanie czy te szczyle bez wiedzy i kultury, które bronią przepisy i nie można ich dotknąć.

Pomyśleć że moje dzieci będą miały ich za pracodawców, to się aż nóż w kieszeni otwiera.
  Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości