Witaj szanowny Gościu na forum Odjechani.com.pl. Serdecznie zachęcamy do rejestracji. Tylko u nas tak przyjazna atmosfera. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować i dołączyć do grona Odjechanych!

Strona odjechani.com.pl może przechowywać Twoje dane osobowe, które w niej zamieścisz po zarejestrowaniu konta. Odjechani.com.pl wykorzystuje również pliki cookies (ciasteczka), odwiedzając ją wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie oraz rejestrując konto wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych w ramach funkcjonowania serwisu. Więcej informacji znajdziesz w naszej polityce prywatności. Pozdrawiamy!


Z życia wzięte..
#1
W sumie długo się zastanawiałem, czy coś takiego napisać, ale w końcu może mój post komuś pomoże kto jest, lub (odpukać) będzie w podobnej sytuacji do tej do mnie.

No więc może zacznę od tego, że mój związek trwał niecałe 3 lata (pojutrze byłyby okrągłe 3). Wielka miłość i setki spędzonych ze sobą godzin. 1 rok był bardzo udanym rokiem, z biegiem czasu nadeszła monotonia, brak porozumienia..
Nie mogłem grać (choć baaardzo wtedy lubiłem to robić), trenować, ani wychodzić ze znajomymi. Byłem osaczony jak pies na łańcuchu, w końcu doszły drobne kłamstwa "Idę spać, dobranoc << Skrzętnie włącza gre, by w spokoju pograć tą godzinę bez myśli, że będzie musiał za 2 godziny tłumaczyć dlaczego spędza ten czas grając, a nie pisząc o tym jak to nudno przez kolejnych kilka godzin >>", "Idę spać << Skrzętnie ubiera się by wyjść z przyjaciółmi na ognisko bo postanowił, że wyjście bez niej (choć jest w innym mieście w domu) nie będzie chyba takie złe >>" itd. 
Okazywało się, że za każdym razem ona o tym wiedziała - "Powiadomienia mi wyskakiwały z twoich rozmów" co było w sumie logiczne bo kiedyś mieliśmy złączone konta google (w sensie synchronizacji). No cóż kłamstwo ma krótkie nogi, ale żyło się dalej..
Po spotkaniach na ognisku przyszło moje 1 zauroczenie daną osobą, napisałem do tej osoby o tym. Następnego dnia spotkałem się z nią, aby o tym porozmawiać mówiąc, że to tylko zauroczenie bo spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, doszliśmy do konsensusu ustalając, że kilka dni nie będziemy się spotykać, a jak mi przejdzie to wznowimy kontakt. Oczywiście moja połówka widziała tylko wiadomość, że się zauroczyłem w tejże damie, na co doczekałem się informacji, że ze mnie pierdolony kłamca i jak mogłem jej to zrobić, a czy to coś złego zauroczyć się w kimś? Kochałem tą moją jedyną i to było najważniejsze, ale dobra idziemy dalej.

Następne granie, okazywało się, że nawet 1h/2h gry podczas leniwego popołudnia w weekend gdy byłem sam w domu było jak grzech najcięższy "bo ja czekam, ja piszę, ja..." w pewnym momencie rozmawiając z przyjacielem w pokoju, powiedziałem że nie jestem pewien czy chce być w tym związku (z myślą, że nie jestem pewien czy jestem gotowy na stały związek, na takie wyrzeczenia), oczywiście znalazł się taki jeden co rozmowę podsłuchał i powiedział mojej połówce, że nie wiem czy chce z nią być.. bez dopowiedzenia dalszej części, kolejna kłótnia. Puff, kolejne wyrzeczenia "Nie pisz ze swoją byłą (choć to były czasy gimbazy i nawet się z nią nie widziałem) bo mi się to nie podoba, nie pisz z dziewczyną w której kiedyś się podkochiwałeś (czasy gimbazy "znowu") bo nie." Każdy sprzeciw był traktowany jak jakąś zdradę. W końcu moja cierpliwość i do jej problemów zaczęła się wyczerpywać, bo kto chciałby słuchać o problemach swojej połówki 24/7 jednocześnie będąc obwinianym o wszystko? No ja też myślę, że to słaby scenariusz.. Ale do rzeczy.. Powiedziałem, że chce na chwilę odpocząć od jej problemów, chce się zregenerować, oczywiście nasłuchałem się, że ***** jestem, że jak tak mogę i puff.. Spokój, w końcu... Minęło sporo czasu, dowiadywałem się o wszystkim ostatni "bo przecież chciałeś odpocząć". Między nami było coraz gorzej przed tymi wakacjami chciałem przerwy, żeby wszystko sobie poukładać, żeby przemyśleć czy jestem gotów na to wszystko. Minęło kilka dni spotkaliśmy się, kolejne kłótnie, kolejna zgoda jakoś się życie toczy kołem, choć już wtedy jej bliskość z moim przyjacielem mi nie odpowiadała to uznałem,, że to przyjaciel nie ma czego się obawiać, nic bardziej mylnego. Pewnego dnia gdy była u mnie , poszła się myć. W końcu moje podejrzenia wzieły górę, zerknąłem na jej telefon. Krew do oczu, ziemia osuwa się spod nóg, jedyne co chciałem to zaszlachtować się i tego skur**a. Kazałem jej się spakować i wypierd**ć do samochodu bo odwożę ją do domu. Po odwiezieniu mojej ukochanej ochłonąłem chciałem z nią porozmawiać, ale czułem się jak wróg. Kolejne nasze spotkanie kolejny raz zerknąłem na telefon, kolejny raz ziemia usuneła mi się spod nóg. Dobrze zagrała skrzywdzoną, gdy poszedłem wybiegać stres dostałem wiadomość że idzie ze sobą skończyć bo nie chce mnie ranić. Pobiegłem po nią gdy w końcu dobiegłem upadłem na ziemię z wycieńczenia, udało mi się przekonać ją do powrotu ze mną do domu. Położyliśmy się spać (bo było koło 3/4 w nocy). Dostałem sms od mojego przyjaciela, ze screenem jak do niego pisze, że się w nim zauroczyła i coś we mnie pękło. Znowu awantura, i tak znowu odwiozłem ją do domu. Mineło sporo czasu, i chciałem rozmowy bo to nie było za dobre co się dzieje między nami. Nie ufałem jej, chciałem, ale bałem się znowu dostać kopa w mordę. Mówiła mi, że jest w domu a jej brat pisał, że jest poza nim. Mówiła że jest u kuzyna, a tak naprawdę go nie było. Mówiła, że jest z kuzynem, a tak naprawdę była w Szczecinie z moim "przyjacielem". Powiedziałem wiele głupot wtedy, jak na przykład, że znalazła sobie sponsora. Wiem mój błąd, każdemu się zdarza zrobić coś głupiego. W końcu kazaliśmy na zmianę sobie dawać siana i ochłonąć. Nadszedł czas, że chciałem rozmowy nie czekania na coś co nie da nic. Rozmowy by naprawić, dostałem wiadomość, że jeżeli przyjadę, to zerwie ze mnie bo jest wkurwiona. Uznałem, że skoro już o tym myśli to kwestia czasu, aż zrobi to ponownie. I tak przyjechałem i pojechałem jako singiel. Potem walka o to co się straciło jak przez ostatni czas. Zlewanie, priorytety itd. W końcu dowiedziałem się, że sobie z nim jeździ jak gdyby nigdy nic. Ze mną spotykać się be, ale on jest good i tak w końcu naprawdę uznałem że to jest tego nie warte. Dowiedziałem się nawet, że przez ostatnie 2 lata miała dołączonego mojego messengera i czytała każdą moją wiadomość, jeżeli pisałem z kolegą o jakiejś dziewczynie, od razu było że skłonny do zdrady. Zabrałem swoje rzeczy, odszedłem. Na dobre. Teraz traktuje ją jak powietrze, żadnego cześć, żadnego spadaj. POWIETRZE. 

Mija 2 tydzień szkoły, widuję ich jakże bardzo zakochanych, ale wiecie co? Ból ustał. Ciesze się, że się ujawniła, tak samo on. Moja pewność siebie wzrosła. Zagaduję do dziewczyn które mi się podobają, bo wiem że jestem wartościowy, wiem że mogę, wiem że dam radę. To była lekcja, która nauczyła mnie wiele. Jeżeli teraz zostanę odrzucony, to wiem że nie będzie bolało tak jak te 3 lata, a skoro z nimi dałem sobie radę, to teraz przetrwam przysłowiowego "kosza". Bawię się, chodzę na imprezy, rozmawiam ze znajomymi, z którymi urwał się kontakt. Miałem myśli samobójcze, ale moi przyjaciele osłonili mnie swoimi ciałami. Rozmawiali gdy tego potrzebowałem. Pili gdy tego potrzebowałem. Mogłem po prostu na nich liczyć. To jest w tym wszystkim piękne. Wiem komu mogę ufać!

Morał z tej historii jest taki. Pewne etapy w życiu się kończą, pewne zaczynają. Nie wahaj się na swoje życie z powodu związku. Dziś związek jest, jutro go nie ma. Są inne szanse, inne cele do zrealizowania. Wiem co mówię, naprawdę bardzo źle przechodziłem nasze rozstanie, 2 kanapki na 4 dni, zero picia, lub malutkie ilości, snu praktycznie nie było. W tym właśnie momencie - Wierzcie na słowo, lub nie. - jest znaleźć kogoś do pomocy. Sami nie dacie sobię rady. Pochłońcie się w pasji, rozmawiajcie z ludźmi, a wszystko będzie okey. Dodatkowo powiem, że jeżeli wasza 2 połówka was ogranicza (np wasze pasje), to związek ten nie przetrwa długo, albo ty nie wytrzymasz, albo ta druga osoba. Z perspektywy czasu lepiej taki związek zerwać wcześniej jak później. Serio..

PS. I NIGDY, NIGDY żadnych "bądźmy przyjaciółmi"! Takie osoby nie zasługują na takie miano, koniec kropka. Zapamiętaj i wprowadź w życie!
Życie nie ma ścieżek na skróty.
[Obrazek: 9dLeST2.png]


  Odpowiedz
#2
Widziałem wielokrotnie, że kobiety są ze swoimi facetami, których mają w tyle dopóki nie pojawi się inna, ich zdaniem lepsza opcja i to nie będzie pewniak. Pewnie da Vinci napisałby Tobie to samo, co teraz ja napiszę... Nie wolną dać sobie wejść kobicie na głowę, Ty jesteś facetem, ty o sobie decydujesz, niech poczuje, że pójście jej w czymś na rękę jest jej nagrodą, a nie Twoją karą, bo wtedy faktycznie zawsze Ty dla niej będziesz winny. Niestety one i tak wolą dupków, więc czasem trzeba być dupkiem i tyle. Ja dobrze się na tym nie znam, moje próby wejścia w dłuższy związek kończą się szybko, trudno jest mnie nabrać, okłamać i jak widzę, że coś jest nie tak, idę dalej, szukam dalej. Mam też za sobą dziesiątki niewykorzystanych okazji, życie. Znajdziesz wybrankę, kwestia czasu.
¿nʞɔoןɹǝɥs ʎuoןoʍopɐz ǝıqǝıs z śǝʇsǝɾ oɔ ı ou
  Odpowiedz
#3
Wiem Sword, też to zauważyłem. - Odnośnie bycia chamem. Co do niewykorzystanych okazji, moim zdaniem lepiej poczekać na tą 1, o ile takie istnieją. :D
Życie nie ma ścieżek na skróty.
[Obrazek: 9dLeST2.png]


  Odpowiedz
#4
Moim zdaniem takie rzeczy jak miłość, przyjaźń przychodzą same, wtedy, kiedy przestaje się ich szukać na siłę i olewając presję społeczną. A przyjaźń damsko-męska na dłuższą metę nie istnieje. :P I fajnie, że masz jakieś przemyślenia po tej sytuacji- fajnie, że wyciągnąłeś z tego jakąś lekcję. Głowa do góry i nie zapominaj o swojej godności!
  Odpowiedz
#5
Demanufacture Wiadomo, że przychodzą same, ale dlaczego by nie pomóc temu poznając nowe osoby? :P Przyjaźń damsko-męska, może i istnieje, ale na pewno nie po takim czymś. :D Człowiek uczy się na błędach. ;)
Życie nie ma ścieżek na skróty.
[Obrazek: 9dLeST2.png]


  Odpowiedz
#6
Halo, morał z tej historii jest taki, że kłamstwo ma krótkie nogi i prędzej czy później wyjdzie na jaw. Oboje byliście delikatnie mówiąc nieszczerzy wobec siebie, to jak to się miało skończyć? Pierwsze akapity to były jak deja by, mój facet też się ,,ukrywał" z tym że gramy w tę samą grę, a później nakręcił taka spiralę kłamstw, że nie mógł już sobie z nimi poradzić, a raczej pamiętać co komu powiedzial. Ja nie szukałam innej partii, czułam się potwornie oszukana i kalkulowalam ile będzie mnie kosztować wysłanie wszystkich rzeczy znowu do Polski. Serio, nie kłamie się w związku, nigdy.
  Odpowiedz
#7
To prawda, nie powinno się kłamać. Teraz to wiem. Teraz wprost bym powiedział, że osaczanie mnie zakończy ten związek. Trochę w moim podejściu do życia się zmieniło. Stałem się szczery i bezpośredni, może i czasami wychodzę na dupka, ale teraz u mnie nie ma niedomówień. Jestem zdania, że niektórzy, to docenią - Ci warci są znajomości - a reszta no cóż. Nie warto być kimś, kim się nie jest.
Życie nie ma ścieżek na skróty.
[Obrazek: 9dLeST2.png]


  Odpowiedz
#8
Od czasu napisania wątku minął ponad rok. Fajnie, że zaktualizowałeś swoje zdanie :)

Cóż mogę powiedzieć, błędy młodości. Oboje byliście kompletnie nieprzygotowani na zrozumienie własnych potrzeb, a to mogło skończyć się tylko w taki sposób. Wspominałeś o swoich błędach. Zdawałeś sobie sprawę, że nie są w porządku, podobnie jak jej brak zaufania, ale to był i tak wierzchołek góry lodowej :) Nie gry i kłamstwa zniszczyły Wasz związek, nie klatka, w której chciała Cię trzymać, nawet nie przyjaciel, który tylko go udawał. Wiele działo się podświadomie. Dużo można było wykluczyć, a rozwiązania zagadki oboje powinniście szukać najpierw w sobie. No ale było, minęło, jakieś wnioski wyciągnąłeś, dziś jesteś mądrzejszy :)

Na przyszłość powiem Ci tylko tyle, że kobiety są świetnie przystosowane przez naturę do wyboru partnera i jeśli mają "olej" w głowie i trochę więcej niż 20 lat, to facet odgrywa rolę prowadzącego w związku i paradoksalnie to od niego zależy, jak wielki świat będzie w nim widziała jego panna. Fochy, testy, czy "gorsze dni", to nic innego jak reakcja na Twoje słabości. Jeśli będziesz ogarniętym mężczyzną, który wie do czego zmierza w życiu, który zna swoją wartość i ma zamiar być solidnym wsparciem dla swojej wybranki, ona nie będzie miała powodów do humorków, bo będzie się spełniać u boku mężczyzny, a nie chłopca, który potrzebuje matki, a nie żony. W zdrowym związku to tyczy się w późniejszej fazie również płci pięknej, aby nie spoczęły na laurach w uwodzeniu ukochanego, bo miłość jest jak ogród, trzeba ją pielęgnować, aby wiecznie tętniła życiem ;)

Może dość ciężko to wszystko ująłem, ale koniec końców, za rozpad związku w większości odpowiada facet i jego słabości. Wszyscy podążamy za instynktami, to jest silniejsze od nas. Dlatego samców zawsze będą wabić młode i piękne kobiety, a je wyjątkowo odpychać mało zaradni faceci.
  Odpowiedz
#9
Jeżeli mam być szczery, to w ostatnim czasie byłem w dość krótkim, ale intensywnym związku. Zakończył się równie szybko, bo ktoś nie umiał się powstrzymać stosunkowi (nie, nie chodziło o mnie). W sumie nie ruszyło mnie to za mocno. Teraz wiem, że po związku jaki by nie był i tak będę szczęśliwy. Samemu też się da być szczęśliwym, druga osoba to jedynie dodatek do tego szczęścia. Ponoć nie ma związku bez dwóch dojrzałych partnerów. Uważam, że po tym wszystkim dojrzałem i dopiero teraz żyje naprawdę. Teraz tylko znaleźć osobę, która też dojrzała do związku.
Życie nie ma ścieżek na skróty.
[Obrazek: 9dLeST2.png]


  Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Plusy i minusy życia singla Vilandra 1 1 310 05.12.2012, 20:21
Ostatni post: synonim11

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości