Odjechani.com.pl

Pełna wersja: Wystrzelić Polskę w kosmos. I posprzątać śmieci
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
[Obrazek: z9883375X.jpg]
Czasem historia zaczyna się w mało spektakularny sposób. W polskim przemyśle kosmicznym - od satelity wielkości kostki Rubika, stworzonego przez studentów. I pomysłu, jak nie śmiecić na orbicie

- Otwieramy nową erę dla polskiego przemysłu: budowę satelitów - mówi Maciej Urbanowicz, student Politechniki Warszawskiej, wydziału Mechaniki i Budowy Maszyn i jednocześnie koordynator projektu PW-Sat.
Słowa Urbanowicza mogą brzmieć buńczucznie. Po pierwsze, mówimy o projekcie studenckim. Po drugie, to nie pełnowymiarowy satelita, a ledwie pikosatelita, niewielki sześcian o bokach 10 cm, ważący raptem kilogram.
Tyle, że ten niewiele większy od kostki Rubika sześcian - o ile nic nie pokrzyżuje mu planów - będzie pierwszym polskim satelitą.

W niewielu innych krajach na miano pionierów studenci z Politechniki Warszawskiej nie mieliby szans. Satelity ma dziś co trzeci kraj na świecie, w tym Brazylia, Nigeria, Algieria czy Wietnam. Ale Polsce dotąd się nie spieszyło.
Trochę historii, czyli wpadka SSETI Express

Pierwsze przymiarki do budowy satelity polscy studenci zaliczyli już w połowie poprzedniej dekady. Akademickie zespoły z 23 krajów skonstruowały satelitę SSETI Express (Student Space Exploration and Technology Initiative), kształtem i wielkością przypominającego pralkę. Ważył ok. 60 kg, był szeroki i głęboki na 60 cm, wysoki na 90 cm.
[Obrazek: z9883023X.jpg]
SSETI Express (fot. ESA)

Zespół z Politechniki Wrocławskiej zbudował doń trzy superczułe anteny do transmisji radiowej w paśmie S. Zaś studenci z Politechniki Warszawskiej mieli sterować ruchami sondy, najpierw z duńskiej centrali, potem z Warszawy. Budowanego półtora roku satelitę wystrzelono w październiku 2005 r. z kosmodromu w rosyjskim Plesiecku. W praktyce niewiele sprawdzono - po kilkunastu godzinach od wejścia na orbitę zaczęło siadać napięcie. Przez niewykryty wcześniej błąd w instalacji akumulator nie ładował się z baterii słonecznych.

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy SSETI dryfował na orbicie, już bez kontaktu z Ziemią, w akademiku "Mikrus" członkowie Studenckiego Koła Astronautycznego postanowili, że wyślą na orbitę własnego satelitę. W projekt włączyła się też druga organizacja - Studenckie Koło Inżynierii Kosmicznej.
Satelita jak kostka Rubika

Czym jest PW-Sat? To dość typowy pikosatelita formatu „CubeSat” o wielkości 1U (jedna jednostka). Po przełożeniu na gramy i litry: PW-Sat zmieściłby w sobie litr wody, waży zaś mniej niż kilogram (ale więcej niż 800 gramów).
W ostatnich latach ten format stał się wyjątkowo popularny. - Każdego roku przynajmniej kilka, jeśli nie kilkanaście różnych CubeSatów znajduje się na orbicie. Często wynoszone są w zasadzie hurtowo jedną rakietą - zauważa jeden z naszych rozmówców.

Ta popularność nie wzięła się z niczego. Pikosatelity odgrywają w przemyśle kosmicznych kilka ról - to doskonały sposób na wykształcenie nowego narybka wśród studentów kierunków technicznych, bo nie są przesadnie skomplikowane w konstrukcji. Choć też są pewnym wyzwaniem.

- Środek masy satelity musi znajdować się w "wirtualnej kuli" o promieniu 2 cm i musi mieć środek w punkcie przecięcia się przekątnych satelity - mówi Urbanowicz. Trzeba też było np. znaleźć miejsca na przełączniki, których zadaniem jest poinformowanie elektroniki, że satelita jest wyładowany z zasobnika rakiety nośnej.

Pikosatelity są popularne, bo są też tanie. Wyniesienie takiego satelity na orbitę to koszt kilkudziesięciu tysięcy dolarów, co oznacza, że można niewielkim kosztem przetestować na orbicie powstające dopiero technologie.

Kiedy PW-Sat może wystartować? Studenci finiszują z ostatnimi elementami satelity, kończą też pisać oprogramowanie. - Najprawdopodobniej w sierpniu satelita zostanie wysłany do Holandii - mówi Urbanowicz. Potem sprawa się komplikuje: PW-Sat pierwotnie miał trafić do kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej. I wraz z ośmioma innymi pikosatelitami polecieć jako dodatkowy „bagaż” nowej rakiety nośnej Vega. Ta miała polecieć już 2010 r., ale po serii opóźnień start przesunięto na drugą połowę tego roku.
- Jeszcze w styczniu wydawało się, że start będzie we wrześniu. W tej chwili wydaje się, że możliwe są kolejne opóźnienia, być może nawet do 2012 roku - mówi jedna z osób zaznajomiona z projektem. Jest też taki scenariusz, że Vega poleci w tym roku, ale bez ładunku.

Jak się pozbyć kosmicznych śmieci

Jakie zadanie stoi przed PW-Sat? Choć cel misji zwykle jest sprawą drugorzędną - początkowo studenci PW rozważali wysłanie w kosmos karalucha lub lustra, które na Ziemię puszczałoby zajączki - warszawski satelita ma przetestować nowy sposób na tzw. deorbitację, czyli skrócenie żywota satelity na orbicie.

Na sygnał z Ziemi satelita ma rozłożyć dwumetrowy ogon z cienkiej folii. Założenie jest takie, że dzięki temu wyhamuje i szybciej dotrze do górnych warstw atmosfery, gdzie spłonie. Jak szacują studenci, gdyby PW-Sat nie miał ogona, tułałby się po orbicie przez ponad sześć lat. Z ogonem - tylko rok.

- To pomysł na pozbycie się kosmicznych śmieci, resztek pozostałych m.in. po rakietach czy satelitach - tłumaczył kilka lat temu Rafał Przybyła, pierwszy koordynator PW-Sat (dziś pracownik Centrum Badań Kosmicznych). Urbanowicz dodaje, że na ziemskiej orbicie krąży ok. 12 tys. kosmicznych śmieci. I to tylko takich, które są większe niż 10 cm. Prawie trzy tysiące śmieci to efekt uboczny chińskich testów broni antysatelitarnej (ASAT) z 2007 r. Ponad dwa tysiące - efekt zderzenia dwóch satelitów w 2009 r.