Witaj szanowny Gościu na forum Odjechani.com.pl. Serdecznie zachęcamy do rejestracji. Tylko u nas tak przyjazna atmosfera. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować i dołączyć do grona Odjechanych!

Strona odjechani.com.pl może przechowywać Twoje dane osobowe, które w niej zamieścisz po zarejestrowaniu konta. Odjechani.com.pl wykorzystuje również pliki cookies (ciasteczka), odwiedzając ją wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie oraz rejestrując konto wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych w ramach funkcjonowania serwisu. Więcej informacji znajdziesz w naszej polityce prywatności. Pozdrawiamy!


Ambicja i motywacja- skąd brać?
#1
Jak w temacie.
Ostatnio mam problem z zabraniem się do robienia czegokolwiek. Potrafię cały czas siedzieć i nic nie robić (ewentualnie siedzieć i oglądać telewizję lub siedzieć na forum) a później mam poczucie zmarnowanego dnia. I jest to słuszne poczucie. Próbuję z tym jakoś walczyć, już jest trochę lepiej, ale to jeszcze nie to co chcę osiągnąć..
A co chcę osiągnąć?
Głównie poziom ambicji sprzed wakacji, kiedy chciało mi się siedzieć całymi dniami i poprawiać oceny, uczyć się. Moja ambicja umarła po zawaleniu oceny z historii, motywacja skończyła na tym samym cmentarzu na początku lipca.

Kiedyś do satysfakcji potrzebowałam sukcesu, czasem naprawdę potrafiłam dużo z siebie dać, żeby mieć sukces. Nawet, obiektywnie patrząc, malutki i nieistotny ale sam fakt że jest dodawał mu splendoru. Później pojawiła się porażka- teraz jak patrzę mała i nieistotna, ale sam jej fakt sprawił że urosła do niebotycznych rozmiar.

Dlaczego?

Jednym z powodów mojego nicnierobienia jest pewnie to, że mam mniej obowiązków (cały czas piszemy głównie o szkole). Jest we mnie coś dziwnego- takie poczucie, że trzeba coś zrobić mimo, że nie przyniesie mi to żadnych korzyści, ale po pierwsze trzeba, a po drugie sam fakt dokonania wyczynu (np.pięknej notatki do sprawdzianu z chemii którą nawet teraz uważam za arcydziełko sztuki notatkowej) jest już dla mnie czymś.

Kiedyś takiego ,,kopa" dawała mi cicha rywalizacja. Jeśli ktoś kogo nie lubiłam, lub uważałam za ,,równego sobie" okazywał się lepszy ode mnie, był to ,,wjazd na ambicję" (wybaczcie kolokwializmy i skróty, ale to dokładnie tak działało). Chciałam pokazać (sobie) że jestem lepsza, poczuć tą wyższość (wyimaginowaną zwykle). Teraz mimo mojej teorii, że przecież jeśli ktoś coś może to ja też, bo przecież każdy człowiek jest zbudowany tak samo z czego wynika że do pewnego poziomu może osiągnąć to samo i nawet mimo znalezienia osoby, którą bym goniła- nie umiem się wziąć do czegokolwiek.

W takim razie pewnie ktoś napisze, że powinnam sobie wziąć więcej obowiązków, żeby czuć tą presję czasu. Nie umiem. Jakoś nie potrafię się przekonać do większego działania, mam jakąś blokadę. A jak już coś robię to nie potrafię się na tym skupić. No i oczywiście szukam mnóstwo innych ,,pożytecznych" zajęć, które nie mogą przecież poczekać do jutra...

Miał ktoś coś podobnego? Jak z tego wyjść? Skąd wziąć tego ,,kopa"? Jest jakiś przepis, schemat, punkty do wypełnienia żeby obudzić ambicję i motywację (pewnie nie ma, i zaraz ktoś, pewnie Vinci, napisze że motywację muszę znaleźć w sobie;) )?
[Obrazek: Polska_Flaga.gif] Staram się pisać poprawnie
  Odpowiedz
#2
Tak, dokładnie. Motywacja i ambicja wynikają głównie z charakteru.
Weź się z kimś załóż o to. Może Ci pomoże.

I pamiętaj, że jak ktoś jest od wszystkiego, to znaczy, że jest do niczego.
  Odpowiedz
#3
Nie wiem czy pomoże, zwłaszcza, że nie mam się z kim założyć i nie lubię się zakładać :D
Problem polega na tym, że kiedyś byłam bardziej ambitna niż teraz, po prostu to się rozpłynęło.

A motywacja- chyba powinna nią być matura, którą w ogóle się nie umiem przejąć ( i której na dobrą sprawę jeszcze porządnie nie zadeklarowałam).
Myślę że przynajmniej w przypadku matury dużą sprawę odgrywa fakt, że nie wiem co chcę dalej robić, co studiować, gdzie pracować. Naprawdę, nie mam planu który bym mogła realizować, nie potrafię się skupić na jednej rzeczy olewając resztę przez co olewam wszystko. Chciałabym mieć dobre świadectwo (wiem, ono nic nie daje, ale to jest jedna z tych małych rzeczy), chciałabym mieć dobre wyniki na maturze (chociaż jeszcze nie wiem jakie wyniki w moim przypadku byłyby dobre).

Wiem, że marudzę ( i przy okazji się rozklejam). Nie lubię czegoś takiego, nie lubię się dzielić z innymi takimi przemyśleniami ale tym razem robię wyjątek. Pewnie później będę żałowała.
[Obrazek: Polska_Flaga.gif] Staram się pisać poprawnie
  Odpowiedz
#4
Zacznijmy od tego, że nic na siłę. Czasem mamy lepsze dni, kiedy potrafimy dać z siebie więcej, a czasem gorsze. Temat motywacji jednak, może nam pomóc w przypadku wpadnięcia w taką czarną dziurę.

Najważniejsze to obrać cel. Wspominałaś o rywalizacji, zawsze to jakieś założenie, być lepszym od kogoś, ale zależnym jest w pewnym sensie również od innej osoby, bo jak ona przystopuje, to i my nie będziemy musieli się już tak starać. Najefektywniejszym sposobem stawiania celów, są małe cele. Zamiast mierzyć w wierzchołek góry, skupmy się na 100 odcinkach, które prowadzą na sam szczyt. To bardzo ważne, zwłaszcza jeśli nasze plany wymagają od nas dłuższej tułaczki do zwycięstwa.

Wspomniałaś o porażkach... Chciałem w tym momencie zaznaczyć, że nie są one tak do końca złe. Każda z nich czegoś nas uczy, wystarczy wyciągnąć wnioski. To właśnie różni ludzi sukcesu, od tych, którzy nie potrafią uczyć się na własnych błędach. Mówi się, że Edison skonstruował poprawnie żarówkę dopiero za 1001 podejściem. Na pytanie dziennikarza, który drwił z niego, że 1000 razy mu nie wyszło, odpowiedział, że tak naprawdę to tysiąc razy wymyślił, jak nie stworzyć żarówki, i dzięki temu w końcu mu się udało. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że sukces mierzymy miarą porażek. Skubaniec miał rację.

Każdy z nas jest kapitanem własnego okrętu, to my decydujemy, jaki kierunek obierzemy. Jeśli nie wiemy do którego portu chcemy płynąć, żaden wiatr nie jest dobry.

Szukasz złotej pigułki, jednego zdania, dzięki któremu znów ruszysz z miejsca. Ja w takich chwilach lubię na nowo uświadamiać sobie, jak wielkie w życiu mam szczęście. Życie to loteria, nikt z nas nie wybiera gdzie się urodzi i jakich będzie miał rodziców. Żyjemy w Europie środkowej, w miejscu, gdzie mamy wszelkie możliwości i dobrobyt. Tylko od nas zależy, jak wykorzystamy nasze życie, którego mogłoby nam pozazdrościć nie jedno dziecko z krajów nie tylko trzeciego świata.

Wszystko co robisz, ma odbicie w Twojej rzeczywistości. Człowiek odpowiedzialny jest za swoje czyny, ale i również za to, czego nie zrobił. Po prostu żyj tak, abyś za pół wieku nie żałowała, że przepuściłaś swój najlepszy czas na oglądanie reklam w telewizji ;)
  Odpowiedz
#5
Kiedyś też nie miałem motywacji, a teraz wszyscy w domu się dziwią jak to się stało, że tak się zmieniłem :)
Obierz cel, to sama prawda, tak jak pisze Vinci.
Skup się na nim i po prostu myśl o nim, a działanie samo przyjdzie ;)
[Obrazek: Polska_Flaga.gif] piszę poprawnie
  Odpowiedz
#6
da Vinci napisał(a):Zacznijmy od tego, że nic na siłę. Czasem mamy lepsze dni, kiedy potrafimy dać z siebie więcej, a czasem gorsze.
Z tym, że ja chcę, ale właśnie brakuje mi siły do przezwyciężenie lenistwa. I to nie jest kwestia gorszych dni, bo jakby się przyjrzeć to taki stan rzeczy trwa jakoś od lipca, w tym czasie było niewiele dni, kiedy potrafiłam się zabrać za robienie czegoś.
da Vinci napisał(a):być lepszym od kogoś, ale zależnym jest w pewnym sensie również od innej osoby, bo jak ona przystopuje, to i my nie będziemy musieli się już tak starać.
Niestety po jakimś czasie po prostu mi przechodziła faza na rywalizację i potrzebowałam kolejnego bodźca, który by sprawił że znowu brałam się w garść. Po prostu skupiałam się na nauce, nie myśląc nawet o tej osobie, nie powtarzałam w głowie jak mantrę ,,muszę być lepsza". I czekałam na wynik- jeśli był zadowalający to znaczyło, że osiągnęłam cel, więc nie muszę się aż tak mobilizować; jeśli nie to się zniechęcałam.
da Vinci napisał(a):Wspomniałaś o porażkach... Chciałem w tym momencie zaznaczyć, że nie są one tak do końca złe. Każda z nich czegoś nas uczy, wystarczy wyciągnąć wnioski. To właśnie różni ludzi sukcesu, od tych, którzy nie potrafią uczyć się na własnych błędach.
Cóż, teorię znam, gorzej z wprowadzeniem jej w życie. Kiedy przez dłuższy czas coś mi nie wychodzi, mimo prób i pozytywnego nastawienia, zaczynam czuć okropną bezsilność. Raz doszło do tego, że książki z matmy wylądowały pod biurkiem i leżały tam przez kilka dni :) Czasami jednak potrafię się zaciąć i nie odpuścić aż osiągnę cel, jednak rzadko się to zdarza. To chyba zależy od tego na ile oceniam moje możliwości- czasem widzę, że coś mi kolejny raz nie wychodzi, że czegoś nie rozumiem i stwierdzam, że to ponad moje siły, a czasami po prostu dochodzę do wniosku, że gdzieś popełniłam błąd i próbuję jeszcze raz.
da Vinci napisał(a):Każdy z nas jest kapitanem własnego okrętu, to my decydujemy, jaki kierunek obierzemy. Jeśli nie wiemy do którego portu chcemy płynąć, żaden wiatr nie jest dobry.
W moim przypadku to na razie jakiś port widmo na drugim końcu świata. No i cisza na morzu nie ułatwia sterowania, a nie wiem ile taki okręt pociągnie na wiosłach...
Dzięki za odpowiedź, wiem o co Ci chodzi, w sumie gdzieś we mnie pewnie siedzi takie przekonanie z tym okrętem i w ogóle, tylko czasami uświadamiam sobie że coś we mnie siedzi dopiero, kiedy ktoś inny to ubierze w słowa.
[Obrazek: Polska_Flaga.gif] Staram się pisać poprawnie
  Odpowiedz
#7
Demanufacture napisał(a):I pamiętaj, że jak ktoś jest od wszystkiego, to znaczy, że jest do niczego.
Powiedz to piętnastowiecznemu Leonardo da Vinci, albo Marii Skłodowskiej-Curie :) Chociaż dziś może to być trudne... Mysli

Kaiselin, może dramatyzuję, ale to co piszesz, podchodzi mi aż pod początki depresji. Dzisiaj tyle się o niej mówi... Myślałaś o tym?
  Odpowiedz
#8
da Vinci napisał(a):może dramatyzuję, ale to co piszesz, podchodzi mi aż pod początki depresji.

O tym samym pomyślałam. Jeśli masz taki stan od lipca, to nie jest normalne. U mojej koleżanki objawiało się to podobnie po śmierci mamy. Nie mogła do niczego się zebrać. :/ Lepiej zapobiegać niż leczyć, może warto iść do lekarza?
  Odpowiedz
#9
da Vinci napisał(a):Kaiselin, może dramatyzuję, ale to co piszesz, podchodzi mi aż pod początki depresji. Dzisiaj tyle się o niej mówi... Myślałaś o tym?

A jak ktoś ma tak przez całe życie to coś ze mną nie tak czy jestem po prostu leniwy? A może jedno równa się drugie? :D Kaiselin pociesz się tym, chociaż nie, patrz wyżej :D
  Odpowiedz
#10
Koniak, wiesz, są różne typy ludzi, znam takich, co to mogą leżeć całymi dniami w łóżku i będzie to dla nich dzień idealny. Inni znowu zanudziliby się na śmierć, tak zwani ludzie pracy, nie umieją siedzieć w miejscu, muszą się czymś zająć.

Z tego co pisała Kaiselin, wcześniej nie miała problemów z mobilizacją, a teraz... Zakładam, że w tym czasie coś mogło się wydarzyć w jej życiu. Śmierć kogoś bliskiego, niefortunna miłość lub po prostu brak zrozumienia innych, nie wiem, w każdym razie brak chęci do życia, że tak to ujmę, to objaw depresji.
  Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości