Kilka tysięcy urządzeń na terenie całej UE mierzy obecnie co godzinę poziom radioaktywności w powietrzu. KE nie ma żadnej informacji o podwyższonym poziomie promieniowania - uspokajała rzeczniczka unijnego komisarza ds. energii Marlene Holzner.
- Mamy kilka tysięcy urządzeń w Unii Europejskiej. W normalnych warunkach dokonują one pomiarów co najmniej raz dziennie i to jest prawny obowiązek. W czasie takim jak teraz, gdy mamy wypadki jak w Japonii, kraje członkowskie zobowiązane są do pomiarów co godzinę. Nie mam żadnych wskazań od naszych ekspertów, że mamy obecnie podwyższony poziom radioaktywności w Europie - powiedziała Holzner.
Już 15 marca Komisja Europejska zarekomendowała krajom UE, by sprawdzały świeżą żywność importowaną z Japonii od tej daty pod kątem radioaktywności. Jeśli jakieś państwo stwierdzi podwyższoną radioaktywność żywności, musi zawiadomić inne kraje i Komisję Europejską. Wówczas produkt najprawdopodobniej w ogóle nie trafi na rynek bądź zostanie z niego wycofany.
- Jeśli jakieś państwo coś wykryje, musi uruchomić albo system wczesnego ostrzegania RASFF (Rapid Alarm System for Food and Feed) bądź system ECURIE (European Community Urgent Radiological Information Exchange). Taka sytuacja nie miała miejsca od czasów Czarnobyla - powiedział rzecznik KE ds. zdrowia Frederic Vincent. Dodał, że w tej chwili bardzo niewiele żywności jest importowanej z Japonii do krajów UE. - Sushi, które jemy w Europie, nie pochodzi z Japonii - zapewnił.
Eksperci uspokajają - nie ma zagrożenia
Zdaniem ekspertów nawet jeśli nad Polskę dotrze chmura zanieczyszczona radioaktywnymi pierwiastkami, to nie musimy się jej obawiać. Im dalej chmura oddala się od Japonii, tym jest rzadsza, a stężenie radioaktywnych pierwiastków mniejsze.
- Chmura, która uformowała się po awarii elektrowni Fukushima I, jest bardzo mała i na pewno nikomu nie zaszkodzi. Nawet w Rosji czy w USA; w Polsce jest to zupełnie wykluczone - powiedział doc. Andrzej Strupczewski z Instytutu Energii Atomowej POLATOM.
Zdaniem dr. Stanisława Latka, rzecznika Państwowej Agencji Atomistyki, nie można dziś określić, kiedy powietrze znad Japonii znajdzie się nad Polską. Wyjaśnił on, że takie symulacje są miarodajne na odległość najwyżej kilkuset kilometrów. Przypomniał awarię w Czarnobylu, kiedy promieniowanie rozchodziło się bardzo nieprzewidywalnymi drogami i w nieprzewidywalnym tempie. Wpływ na to miały m.in. kierunki wiatrów, zwłaszcza w wyższych rejonach atmosfery czy opady. - Największe skażenie odnotowano wówczas nie przy granicy, ale na na Śląsku Opolskim. A Czarnobyl był oddalony od Polski o kilkaset kilometrów, a Japonia o ok. 11 tys. km - przypomniał ekspert.
Inf.: wiadomosci.wp.pl