Witaj szanowny Gościu na forum Odjechani.com.pl. Serdecznie zachęcamy do rejestracji. Tylko u nas tak przyjazna atmosfera. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować i dołączyć do grona Odjechanych!

Strona odjechani.com.pl może przechowywać Twoje dane osobowe, które w niej zamieścisz po zarejestrowaniu konta. Odjechani.com.pl wykorzystuje również pliki cookies (ciasteczka), odwiedzając ją wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie oraz rejestrując konto wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych w ramach funkcjonowania serwisu. Więcej informacji znajdziesz w naszej polityce prywatności. Pozdrawiamy!


Co to jest spowiedź? Czy jest to potrzebne?
#21
Tak po pierwsze żeby spowiedź była ważna musi być spełnione 5 warunków dobrej spowiedzi, czyli sam fakt wyspowiadania się na tym nie kończy jeszcze jest takie coś jak "zadość uczynienie ludziom i Bogu" oraz naprawienie krzywd a to to już wątpię że tak każdy robi...
  Odpowiedz
#22
ROCKISNOTDEAD napisał(a):To czy Bóg wie że chcesz się poprawić, to nie jestem taki pewien. Masz wolną wolę i od ciebie do zależy, jednak nic nie wie tego co Bóg, więc mogę się mylić
Skoro Bóg jest wszechwiedzący, to powinien wiedzieć WSZYSTKO, a więc co myślisz, myślałeś, pomyślisz i mógłbyś pomyśleć.

ROCKISNOTDEAD napisał(a):Nie wiem co by miało na celu wciśnięcie kitu
A co ma na celu pchanie ośmio- czy dziewięciolatków do spowiedzi i komunii, z której rozumieją tyle, że dostaną quada? Przecież wiadomo, że dzieciaki idą do tej spowiedzi, żeby dostać karteczkę z podpisem księdza i pokazać ją pani od religii. Odbębnić regułki, paciorki, tradycje - to podejście większej części polskiego, ponoć katolickiego społeczeństwa, nie oszukujmy się.

ROCKISNOTDEAD napisał(a):I tak do końca nie wiadomo, kto te grzechy odpuszcza, czy taką władzę mają księża żeby decydować o odpuszczeniu grzechów. Wydaje mi się że księża to tylko pośrednicy, a wszystko zależy od Boga.
To akurat pamiętam z lekcji religii - w momencie, gdy ksiądz odpuszcza Ci grzechy, a Ty odpokutujesz, jesteś oczyszczony, a Twoje grzechy przechodzą na księdza, to znaczy jeśli niesłusznie Ci coś odpuścił, on będzie z tego rozliczany przed Bogiem. To słowa księdza, więc tak ich pewnie w seminarium uczą; dla mnie to oczywiście nie ma sensu.

Tak naprawdę to ja tylko teoretyzuję, bo w Boga nie wierzę, ale do bezsensowności spowiedzi doszłam, kiedy jeszcze wierzyłam. ;)

ROCKISNOTDEAD napisał(a):Pani Pogrzeb :) (tak dosłownie tłumacząc)
Panno Pogrzeb, tak dosłownie tłumacząc. :P
  Odpowiedz
#23
@Miss, muszę się z tobą częściowo nie zgodzić. Masz rację, to są błędy kościelne, nie są jednak pozbawione sensu (mówię o spowiedzi). Wiara w Boga nie bierze się znikąd i do tego potrzeba systematycznego wpajania człowiekowi jej istoty. Są wyjątkowi ludzie, którzy nawracają się z dnia na dzień, ale to są wyjątki. Zwykły człowiek porzuci tradycje kościelne w wieku dorastania, jeśli jego wiara nie jest wystarczająca, bądź jest na tyle rozbudowana, że już kościoła i tradycji nie potrzebuje, a utrzymuje kontakt z Bogiem za pomocą licznych modlitw polegających na "rozmowie z Bogiem" lub po prostu wysuwa bardzo mądre i głębokie wnioski. Istotą spowiedzi jest człowiecza odwaga do tego, aby się przyznać. Są ludzie którzy nie dostają rozgrzeszenia od Boga mimo tego, że otrzymali je od księdza. Dopiero na "Sądzie" odpowiemy za to, co Bóg karze nam właściwie odpokutować. Kościół tego nie uczy, ale prawdziwie wierzący wie, że po śmierci i tak czeka go właściwa pokuta, aby zrozumieć swoje błędy i poczuć ich złą istotę, wyrzec się tego.

Jeśli chodzi natomiast o dzieci, to trudno jest im wytłumaczyć samą istotę pokuty i tłumaczy się ją tak, że wystarczy wypowiedzieć jakąś kościelną regułkę i "myk", jesteśmy święci. Gdy dorosły człowiek nie zrozumie, że naprawdę nie tak to działa, to znaczy, że nie wtajemniczył się wystarczająco w przemyśleniach na temat wiary w Boga. Nie twierdzę jednak, że to właściwy krok kościoła. Dziecku tłumaczy się, że "Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno" oznacza, iż mówiąc "Mój Boże!" łamiemy przykazanie i popełniamy grzech ciężki. Nawet dziś wielu wierzących nie rozumie znaczenia tego przykazania. Prawdą jest, że kościół ma wiele wad takich jak ta z przykazaniem, czy tłumaczeniem ludziom spowiedzi. Tak im pozostało jeszcze z czasów, gdy kościół był ponurą organizacją, której historii się wstydzę.(krucjaty itd.).

Istotą tradycji kościelnej polegającej na spowiedzi jest odwaga do tego, aby się przyznać przed obcym do grzechu i właściwe odpokutowanie, głębsze przemyślenie, przeproszenie za grzechy i żałowanie. Ja robię to co wieczór i chodź w większości przypadków nie wychodzi mi nie popełnianie dalej tych samych grzesznych czynów, to zdaję sobie sprawę z tego, że to jest złe i żałuję. To właśnie jest istota pokuty i spowiedzi droga MissFuneral.

Dodam, że wciąż są księża, od których w kościele można nauczyć się prawdziwej inspiracji. Nie skreślę go ze względu na powszechną opinie, ponieważ przyszłe pokolenia utracą możliwość uczestniczenia we wspólnocie wierzących w Naszego Boga. Wiara to potężna siła!

Możesz kontrargumentować, ale pamiętaj, że nigdy nie zmienisz mojego podejścia, bo myślę nad tym wszystkim już od kilku lat i trzeba nie lada autorytetu, abym coś w swojej konwencji zmienił, a twardy ze mnie skurczybyk.

PS: Kościół to ludzie, a wiara to wiara. Nie da się przy udziale niedoskonałych tworów Boga zrobić idealny mechanizm rozprzestrzeniania wiary, bo zawsze ludzie będą robić coś niewłaściwie. Zawsze będę to powtarzać i niech mnie jakiś ksiądz z prawdziwego powołania poprawi, jeśli się mylę.

Edit:
MissFuneral napisał(a):To akurat pamiętam z lekcji religii - w momencie, gdy ksiądz odpuszcza Ci grzechy, a Ty odpokutujesz, jesteś oczyszczony, a Twoje grzechy przechodzą na księdza, to znaczy jeśli niesłusznie Ci coś odpuścił, on będzie z tego rozliczany przed Bogiem. To słowa księdza, więc tak ich pewnie w seminarium uczą; dla mnie to oczywiście nie ma sensu.

Ma sens! Tylko jeśli ksiądz to rozumie, szanuje i czuje się odpowiedzialny. Idąc do spowiedzi trzeba liczyć się, że mimo pokuty oraz odpuszczenia grzechów i tak możemy za nie opowiedzieć po śmierci, jeśli przebieg całego procesu był niewłaściwy. Wystarczy się głębiej zastanowić. Człowiek, który wierzy w odpuszczenie grzechów od tak, jest albo głupi, albo nigdy nad tym się nie zastanawiał, albo jest po prostu próżny.
  Odpowiedz
#24
Tylko co to za odwaga, przyznać się facetowi, który Cię nie zna, nie widzi i to nie jemu wyrządziłeś krzywdę? Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek przy spowiedzi usłyszała: "przeproś tatę, że go okłamałaś", "przeproś koleżankę, że ją przezywałaś", czy cokolwiek w tym stylu. Zawsze było dziesięć zdrowasiek albo jakaś litania i finito. Odwagą jest dla mnie pójście do osoby, którą się w jakiś sposób skrzywdziło, ją przeprosić i jej spróbować to wynagrodzić. I to pójść z własnej inicjatywy i nieprzymuszonej woli, ze świadomością, że druga osoba przez nas cierpi/cierpiała, a Ty robisz to po to, by poczuła się lepiej, a nie dlatego, bo "ksiądz kazał" albo "bo inaczej pójdę do piekła".

Myślałam, że wiara ma pochodzić z wnętrza człowieka, nie z zewnątrz i że nie da się jej nauczyć, trzeba to po prostu czuć - albo się wierzy, albo nie. Uczyć się można religii, dogmatów, zasad ale nie samej wiary. Mnie wpajano religię od dziecka, ale jakoś się nie udało, dlaczego? Zapewniam, że nie było w moim otoczeniu żadnej osoby, która "uczyłaby" mnie ateizmu bądź wpajałaby mi niewiarę w Boga. To wyszło tylko i wyłącznie ode mnie - z moich obserwacji świata i przemyśleń. W pewnym momencie to samo przyszło: jak mam wierzyć, skoro przecież nie wierzę? Wiadomo, że dziecko wierzy w to, co mu się mówi, szczególnie jeśli mówią mu to wszyscy wokół, łącznie z rodzicami. Ale człowiek dorosły ma już swój własny wyrobiony charakter, samoświadomość i przede wszystkim rozum, z którego powinien korzystać i samemu dojść do własnych wniosków, nie podążać ślepo za tym, co mu mówią.
  Odpowiedz
#25
Cytat:Ale człowiek dorosły ma już swój własny wyrobiony charakter, samoświadomość i przede wszystkim rozum, z którego powinien korzystać i samemu dojść do własnych wniosków, nie podążać ślepo za tym, co mu mówią.

Nie prawda, na świcie jest pełno ospornych na racjonalizm (chodzi mi o ludzi mówiących i myślących "Nie, bo nie!, a nie o ścisłe określenie"), dorosłych ludzi, którym trzeba sporo wytłumaczyć, bo sami nigdy na to nie trafią lub nie chcieliby się nad tym zastanawiać.

MissFuneral napisał(a):Myślałam, że wiara ma pochodzić z wnętrza człowieka, nie z zewnątrz i że nie da się jej nauczyć, trzeba to po prostu czuć - albo się wierzy, albo nie. Uczyć się można religii, dogmatów, zasad ale nie samej wiary

Prawda, tylko skoro sama tego nie czujesz, to nigdy nie zrozumiesz. Dobrze zdajesz sobie sprawę, że człowiekiem żądzą emocje i umysł. Jedno jednak wiąże się z drugim i nikt nie może tego zmienić. Są ludzie, który uważają tak jak ty i widzą w kościele absurdy. Bardzo słusznie, ale nie należy się zagłębiać powierzchownie. Jak napisałem, kościół, to kościół, a wiara, to wiara. Gdy ja czuję potrzebę podzielenia się swoimi grzechami, to nie idę do spowiedzi tylko się modlę, proszę o wybaczenie i siłę w przezwyciężeniu swoich wad. Już zrozumiałem istotę pokuty i nikt nie musi mi jej tłumaczyć. Do spowiedzi chodzę maksymalnie dwa razy w roku, dla tradycji oraz uspokojenia wierzących rodziców, którzy nie są tak otwarci na przemyślenia jak ja i się ze mną by nie zgodzili.

Ja również nie widzę sensu, aby chodzić do spowiedzi, ale wiem, że dzieci powinny to robić, bo kto nie lepiej przedstawi im istotę pokuty, jeśli nie człowiek taki jak ja lub prawdziwy ksiądz? Tego nie można poznać w sklepie za rogiem, czy na ulicy, a tylko przy konfesjonale lub w kościele, albo w rozmowie z kimś komu głęboka wiara otworzyła oczy. Być może nie spotkałaś jeszcze kogoś kto dałby ci do zrozumienia, czym tak naprawdę jest wiara lub po prostu twój racjonalny umysł wyzwolił pytania na które nigdy nie uzyskasz odpowiedzi. Być może po prostu było ci wygodnie, bo nie musisz chodzić do kościoła, modlić się i zgłębiać tajników siły jaką wiara daje.

Jesteś jednak bardzo inteligentna, a odniosłem to wrażenie już dawno po twoich wypowiedziach i zupełnie cię rozumiem. W moich poglądach na temat wiary nie ma osób, którym Bóg by nie udzielił miłosierdzia. Uważam, że Bóg przyjmie każdego ateistę, islamistę, dżihadystę, buddystę... Każdego, nawet MisFuneral!:D

Wierny, a raczej prawdziwy wierny dostanie jednak coś jeszcze, a tym czymś jest łagodniejszy wyrok, który sam sobie zbudował. W końcu poznaliśmy i zaakceptowaliśmy część Boskich reguł już zza życia, a niewierzący będzie jeszcze musiał, to poznać po śmierci i zaakceptować bezwarunkowo. Dopóki tego nie zrobi, to będzie siedział w czyśćcu, aż Bóg na przykładach pokaże mu dlaczego powinno być właśnie tak jak On powiedział, a nie inaczej.

Jeśli natomiast Boga i życia po śmierci nie ma, to absolutnie niczego nie tracę. Zakład Pascala jest dość świetnym filozoficznym podejściem do sprawy, którą opisałem w poprzednim akapicie.

PS: Siły życiowe czerpane są z wiary nadziei i miłości. Lepiej jest mieć trzy, niż tylko dwie. ;)

CD:

Mam pytanie @Miss. Czy uważasz, że nie powinienem wierzyć w Boga i przyjąć twój tok myślenia?

Rozumiem zasady moralne aż nad to i gdybym przestał wierzyć, to nie zmieniłoby to mojego zachowania w stosunku do innych. Dalej byłbym dobrym człowiekiem, a przynajmniej staram się i starałbym takim być. Podaj mi proszę zalety bycia ateistą uwzględniając tylko i wyłącznie pryzmat mnie i mojego postrzegania wiary w Boga oraz takie, które są zaletami w stosunku do ogółu. Ciekawy jestem twojej odpowiedzi.

Nie próbuję niczego udowodnić zadając to pytanie. Chcę tylko dowiedzieć się czegoś, czego być może nie wiem, a mógłbym popierać i uwzględniać w swoich przemyśleniach. Proszę tylko, żeby nie było to płytkie, a przemyślane.

Jeśli zapytasz o to co dałaby ci wiara, to odpowiem bardzo krótko. To kolejne źródło siły, ale nie twierdzę, że jej potrzebujesz.
  Odpowiedz
#26
Cytat:To akurat pamiętam z lekcji religii - w momencie, gdy ksiądz odpuszcza Ci grzechy, a Ty odpokutujesz, jesteś oczyszczony, a Twoje grzechy przechodzą na księdza, to znaczy jeśli niesłusznie Ci coś odpuścił, on będzie z tego rozliczany przed Bogiem. To słowa księdza, więc tak ich pewnie w seminarium uczą; dla mnie to oczywiście nie ma sensu.

Dzięki, tego nie wiedziałem.
Czyli na księżach spoczywa ogromna odpowiedzialność :)
Co do panny Pogrzeb - to masz racje, pomyłka :D
[Obrazek: aG8bM6P.png]






  Odpowiedz
#27
Wydaje mi się, że przynajmniej w temacie spowiedzi do pewnego stopnia się zgadzamy. Tak, istotę pokuty prawdopodobnie powinien dziecku wyjaśniać ksiądz, ale moim zdaniem spowiedź nie jest do tego odpowiednim narzędziem (o czym już pisałam), a już na pewno w praktyce zazwyczaj się w ogóle nie sprawdza, szczególnie w większych parafiach, gdzie dzieci spowiadają się dosłownie taśmowo - szybko, szybko, puk puk i następne - sama pamiętam, jak to było. Przy takim podejściu dziecko nie pozna istoty pokuty, pokutę będzie traktować tak, jak ksiądz spowiedź - raz dwa odmówić paciorek i jest git.

swordancer napisał(a):Nie prawda, na świcie jest pełno ospornych na racjonalizm (chodzi mi o ludzi mówiących i myślących "Nie, bo nie!, a nie o ścisłe określenie"), dorosłych ludzi, którym trzeba sporo wytłumaczyć, bo sami nigdy na to nie trafią lub nie chcieliby się nad tym zastanawiać.
Dlatego napisałam, że człowiek POWINIEN z rozumu korzystać. ;)

Co do reszty Twojej wypowiedzi, odpowiem Ci w wątku, który zaraz założę, bo zrobił nam się tu mały offtop. ;)

Edit: Do dyskusji na temat wiary w kontekście zakładu Pascala zapraszam tutaj.
  Odpowiedz
#28
swordancer napisał(a):Być może nie spotkałaś jeszcze kogoś kto dałby ci do zrozumienia, czym tak naprawdę jest wiara
Kolego, niektórzy ludzie po prostu nie potrzebują mieć żadnego mentora ;) Sami wiedzą, co jest dla nich dobre.

swordancer napisał(a):PS: Siły życiowe czerpane są z wiary nadziei i miłości. Lepiej jest mieć trzy, niż tylko dwie.
Pięknie powiedziane, choć nie do końca jasne. "Wiara" to o wiele szersze pojęcie... Więcej o tym, dowiesz się niżej.

swordancer napisał(a):Do spowiedzi chodzę maksymalnie dwa razy w roku, dla tradycji oraz uspokojenia wierzących rodziców, którzy nie są tak otwarci na przemyślenia jak ja i się ze mną by nie zgodzili.
;) ...




Temat rzeczywiście zboczył z kursu... Jeśli chodzi o samą spowiedź, w pełni popieram wypowiedzi koleżanki MissFuneral. Nie będę pisał, że to głupota, czy bezsensowna tradycja... Stwierdzę tylko, że nie mam zamiaru brać w tym udziału... Na pewno nie. Moja wcześniejsza wypowiedź w tym wątku, mówi na ten temat więcej. Odnośnie Twoich pytań Swordancer... Dyskutowaliśmy już o tym kiedyś. Wiele odpowiedzi na swoje pytania, znajdziesz poniżej. Z racji, że nie mam zamiaru pisać tego jeszcze raz, zacytuję moją wypowiedź z innego wątku


Buhay napisał(a):Im człowiek mądrzejszy, tym ciężej mu wierzyć.

Świat bez religii by nie istniał. To czysta manipulacja i kontrola ludności, a najlepsze jest to, że sami się ograniczamy. Nie jesteśmy już tak ubodzy intelektualnie jak dawniej, co przekłada się na wiedzę i świadomość rzeczywistości. Znamy historię i widzimy niespójności zarówno w niej, jak i w badaniach naukowych. Jedyny czynnik, który nadal trzyma nas przy tym przekonaniu, to strach przed piekłem i wiecznym cierpieniem. Nawet jeśli, co to za wiara oparta na lęku? Kościół sieje ziarno w umysłach ludzi, gdzie później wyrasta silne przekonanie. Źródło leży w nas. Ma to swoje zalety... Ciesze się, że masy są ograniczone w ten sposób. Nie wszyscy muszą być oświeceni, dlatego jednostkom używającym mózg, żyje się lepiej. Prawo nie jest w stanie zapewnić ładu w takim stopniu jak wiara w Bóstwo, więc ten cały cyrk na ziemi jest potrzebny. Wiara w życiu jest bardzo potrzebna. Przekłada się ona na nasze myślenie, które zarządza podświadomością kierującą naszym życiem. Nie ważne jest czy wierzymy w moc słońca, Allaha, Budde, święte krowy czy siebie samego. Działanie jest to samo. Wiara w siebie wymaga jednak od nas dużej wartości i silnej osobowości, gdyż jednostka słaba psychicznie, potrzebuje koniecznie nad sobą patrona w postaci wszelkiego Bóstwa, aby uwierzyć tak naprawdę w siebie.

Każdy jest kowalem własnego losu, to moje zdanie.



Pokażę wam krótki i ciekawy filmik. Żadnych napisów pl, angielszczyzny itd. Wygodny w odbiorze i w rodzimym języku. Potrafi otworzyć oczy, choć nikłe szanse ma z obfitymi plonami, rosnącymi w naszym umyśle od lat. Polecam.





W pełni zgadzam się z koleżanką MissFuneral i resztą "oświeconych" osób, którzy potrafią używać szarych komórek. Jestem w stanie zrozumieć przeciętna owieczkę, która w pełni wierzy kościołowi i w strachu podąża za stadem, jednak strasznie denerwuje mnie podejście ludzi, którzy myślą, widzą, śmieją się z tego bajzlu, a mimo wszystko "praktykują" z przyzwyczajenia, bądź dlatego, że przejmują się opinią innych... Tak na wszelki wypadek! Pójdę sobie, posiedzę w kościele, bo może to prawda, chociaż nie, to brednie, ale pójdę się pokazać że byłem... Istny brak własnego zdania i świadomy udział w krytykowanym przez siebie przedsięwzięciu. Bezsens.

Powiem wam coś ciekawego. Ateizm nie jest taki prosty, nie następuje od razu, nie w jednym momencie, nie przypadkiem... To dość długi proces. Od dziecka jesteśmy przygotowywani, aby wierzyć w nadludzką siłę, która pozwoli nam żyć wiecznie w niebie - niewyobrażalnym raju. Wszystko to nastąpi po śmierci, jeśli będziemy przestrzegać zasad wiary i ogólnie jeśli będziemy dobrymi ludźmi. W przeciwnym wypadku, kiedy złamiemy zasady lub będziemy źli, skończymy w ogniach piekielnych! W ogromnym cierpieniu! Już na zawsze! ZAWSZE!!! Pomyślcie, jak bardzo wpływa to na dziecko... Wychowywałem się w bardzo wierzącej rodzinie. Zwłaszcza od strony ojca. Wszyscy straszyli mnie, że jeśli nie pójdę na msze, będę cierpiał już wiecznie w piekle. Bałem się, w mojej głowie siedział tylko strach przed bólem, przed ogniem, smołą, diabłami... Co się dzieje jednak później. Dochodzi do nas, że to trochę głupie, że świat wygląda inaczej niż powinien, że wszechmocny Bóg nie korzysta (mimo możliwości) ze swojego magicznego panelu sterowania, ziemia często staje się przysłowiowym piekłem dla ludzi, wszędzie cierpienie, głód i śmierć... Zadajemy sobie pytanie, gdzie on jest? Dowiadujemy się, że wszędzie, w nas, że w naszym sercu. Hmm, dość przekonujące, nadal mamy nadzieje, jesteśmy młodzi, mija jednak czas, a pytań jest coraz więcej. W końcu stajemy się agnostykami. Wierzymy w Boga, gdyż boimy nadal się w niego nie wierzyć, jednak cały ten syf na ziemi mamy gdzieś. Nie uważamy kościoła, lecz wierzymy w siłe nadludzką. Bóg jest, ale kościół dla mnie nie istnieje! Koniec, kropka! To dość długie stadium w którym wielu ludzi już zostaje, nie wiedząc nawet, że cały ten proces ma nawet nazwę. W miarę jednak naszego samorozwoju intelektualnego, męczy nas to wszystko, kompletnie nie daje spokoju i stajemy się głodni. Głodni rozwiązania tej zagadki... Zaczynamy interesować się religią. Czytamy Koran, Biblię, szukamy w internecie ciekawostek, znajdujemy rzeczy, które są tuszowane, dowiadujemy się o różnych faktach i mitach... Przestajemy być ślepi. Zbyt dużo niejasności, manipulacji, pieniędzy i władzy w tym wszystkim.

Jeśli śmiało możesz powiedzieć, że jesteś ateistą, jesteś odważnym człowiekiem. Wielu mimo wiedzy i otwartego umysłu, nigdy nie będzie miało odwagi, aby wypowiedzieć te słowa. Twoja wiara, to nie miłość do Boga, to strach przed piekłem! A najlepsze jest to, że każdy zagorzały katolik, który panicznie boi się opuścić choćby jeden z pierwszych piątków miesiąca, tak naprawdę nic nie wie o swojej wierze. Czy kiedykolwiek taka osoba miała w ręce Biblie? Czy przeczytała ze zrozumieniem którąkolwiek stronę? Nieważne... Zakorzenione wartości od dziecka, oparte na dodatek na strachu, będą i tak silniejsze, niż jakiekolwiek tłumaczenie, dowody itd. Bardzo żałuję, że nie ma już na forum kolegi Skrzypasa, który był tu ongiś starym wyjadaczem, o dość konserwatywnych poglądach. Dyskusja by wtedy zawrzała...


Podkreślam, że to moje w pełni subiektywne zdanie. Nie mam zamiaru nikogo do niczego przekonywać. Ateizm nie wyklucza zrozumienia osób, które nadal trwają w swoim postanowieniu. Jeśli jesteś istotą wierzącą w Boga, ok, ciesze się. Każdy z nas ma w końcu prawo do własnego zdania.
  Odpowiedz
#29
Jak wyżej. Co myślicie o spowiedzi tylko pytanie czy świętej, tajnej nad tym trzeba się zastanowić, zbędny element w kościele? przystępujcie do tego sakramentu czy też odwrotnie?
Więc jako pierwszy się wypowiem; w tym roku byłem u spowiedzi koło 3-4 razy, ostatnio wczoraj.
Są księża którzy wymieniają się egzotycznym grzechami osób które przystępowali do spowiedzi, ale mi to lata koło tyłka, grzechy niby mamy podobne, cięższe no i te lekkie.
Ja niby jestem już oczyszczony a taka osoba pogorszy sobie sytuacje w oczach biskupa jeśli się to wyda, a jeśli nawet nie to zostanie potraktowana tak jak ksiądz i ten pijak u bram św Piotra, który do kościoła nie chodził, a msze co niedziele przed sklepem słuchał. Już dokładnie tej opowiastki nie pamiętam.

Zapraszam do wypowiadania się.
"Bądź dobrej myśli, bo po co być złej" - Stanisław Lem.
  Odpowiedz
#30
Daawno już nie byłam. U mnie następuje chyba regres wiary:)

A spowiedzi mnie denerwują - dlaczego mam obcemu facetowi opowiadać o czymś, o czym nikt nie ma (i lepiej niech nie będzie miał:P) pojęcia? Bezsensowne ;)
Free Your Mind!
  Odpowiedz


Podobne wątki…
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Co to jest Bulla papieża Franciszka? Baron 2 905 07.06.2017, 10:24
Ostatni post: SNOWDOG
  Najważniejszy jest zawsze pierwszy krok... bronmus45 0 1 299 01.10.2014, 08:24
Ostatni post: bronmus45
  Czy Bóg jest litościwy? Monoceros 73 13 681 12.04.2014, 20:29
Ostatni post: Paweu
  Sex jest złem. Paweu 25 6 624 06.04.2014, 08:53
Ostatni post: Mesajah
  Jaka jest Twoja wiara? - ankieta Paweu 17 6 412 22.03.2014, 23:57
Ostatni post: skrzypas

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości