Witaj szanowny Gościu na forum Odjechani.com.pl. Serdecznie zachęcamy do rejestracji. Tylko u nas tak przyjazna atmosfera. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować i dołączyć do grona Odjechanych!

Strona odjechani.com.pl może przechowywać Twoje dane osobowe, które w niej zamieścisz po zarejestrowaniu konta. Odjechani.com.pl wykorzystuje również pliki cookies (ciasteczka), odwiedzając ją wyrażasz zgodę na ich wykorzystanie oraz rejestrując konto wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych w ramach funkcjonowania serwisu. Więcej informacji znajdziesz w naszej polityce prywatności. Pozdrawiamy!


Postanowienia noworoczne
#1
Przyznać się - ile osób pomyślało kiedyś że w nowym roku będzie uprawiać więcej sportu. Postanowienia zrobione, karnety na siłownie wykupione, profesjonalne majtki do biegania założone... Tylko... nie chce się. Nie ma czasu. Na basen za zimno (w końcu po basenie trzeba jakoś wrócić), była impreza kac taki że strach wsiąść do samochodu i jechać na siłownię. A dzisiaj sobie odpuszczę moje milion brzuszków, jutro zrobię dwa miliony. A jutro nawet z fotela nie wstanę, przecież tyle brzuszków w życiu nie zrobię nie ma sensu zaczynać.

[Obrazek: bc4dc1f6349f816d9477632bcb3acbca.jpg]

Po jakimś czasie zapominamy o postanowieniu. W wirze codzienności, obowiązków... Czasem pojawi się myśl - przelotna - że było jakieś postanowienie. Ale to dawno i nieprawda. I za każdym razem postanawiamy z mniejszym entuzjazmem. A w końcu stwierdzamy - nie warto zaczynać, i tak się nie uda.

Znacie to?

A może warto odpuścić. Nie robić od razu wielkich planów. Może zamiast ,,codziennie na siłowni zrobię mega trudny zestaw ćwiczeń" lepiej ,,postaram się trochę poćwiczyć kilka razy w tygodniu". Trochę - w zależności od możliwości - jeśli zrobisz 10 przysiadów trzy razy w tygodniu to super. Może w przerwie reklamowej na polsacie? ;) To jest i tak o 10 przysiadów więcej niż w roku ubiegłym. A może kiedyś stwierdzisz że po tych 10 przysiadach masz siłę na kolejne 5 mimo że początkowo zdawało się że 10 to szczyt możliwości.
A może w ogóle nie licz tych brzuszków? A może właśnie notuj postępy - u mnie notowanie super działa pozwala zobaczyć nawet małe postępy.

To chyba jest problem wszystkich postanowień - za dużo chcemy od razu. Jesteśmy bombardowani spektakularnymi sukcesami, niesamowitymi metamorfozami, szalonym rozwojem i zapominamy o podstawowej zasadzie - mierz siły na zamiary.

Zdarzyło Wam się niedotrzymywanie postanowień? Może ktoś zastanawiał się nad przyczyną - czemu postanowienie zostało zarzucone? A może przeciwnie - macie w sobie tyle zapału że zawsze potraficie wytrwać w postanowieniu do czasu aż stanie się nawykiem?
[Obrazek: Polska_Flaga.gif] Staram się pisać poprawnie
  Odpowiedz
#2
Chyba każdy to przechodził... ;) Tutaj zachodzi pewna zależność, że doskonale sobie zdajemy sprawę co jest prawidłowe, a co nie. Każdy wie, że zdrowe jedzenie jest ok, podobnie jak fakt, że sport to zdrowie, ale mało kto je warzywa i ćwiczy. Latami próbowałem znaleźć złoty środek, niekończącą się motywację, jakiś impuls, który sprawi, że każdy cel zostanie zrealizowany i w sumie, mam pewne wnioski. Aż trzy!

Ręczne zapisywanie. Od lat siedzę w literaturze samorozwoju i praktycznie w każdej książce autor podkreśla magię notowania, ale jednak człowiek jakoś to bagatelizuje, odkłada na później, czy po prostu przymyka na to oko. Parę lat temu jednak przełamałem się. Wydawało mi się to tak banalne, że zupełnie niepotrzebne, bo w sumie i tak mam ułożony plan w głowie, ale ok, zapiszę, sprawdzimy co się stanie. No i stało się. Co mogę więcej powiedzieć, to magia. Jeden zapisany cel, wart jest więcej niż 10 niezapisanych. Istnieje logiczne wytłumaczenie tej zależności, ale nie będę już tutaj robił książki z postu. W każdym razie dziś na biurku zawsze towarzyszy mi mój kajecik, w który trafia sporo myśli, nie tylko celów, ale i przemyśleń właśnie. Ocean plusów, sam się przekonaj! :)

Polubienie dążenia do swojego celu. Wspominałem już wyżej, że od lat czytam książki z literatury samorozwoju. Przerabiam też sporo kursów, jeżdżę na warsztaty, inwestuje czas i pieniądze w siebie. Z początku robiłem to na siłę, zmuszałem się do kończenia nudnych knig, bo były polecane jako najlepsze. Po krótkim czasie jednak zacząłem dostrzegać efekty w każdej płaszczyźnie życia, wiedza ta zaczęła owocować, zmieniłem swoje podejście do wielu spraw... Z pierwszego małego stosu książek, który miałem na biurku zaraz po maturze i który wszedł mi najciężej w życiu, po jakimś czasie musiałem założyć półkę na coraz to więcej pozycji, które pochłaniałem. Potem kolejna półka i kolejna, aż bardziej zaczęło się opłacać stawiać duże szafki... Dzisiaj książki mam już wszędzie. W międzyczasie zacząłem też czytać literaturę piękną, wszelkiego rodzaju klasyki, pokochałem fantastykę... Uświadomiłem sobie w końcu, że czytanie nie jest już celem, który muszę pilnować, bo po prostu to lubię. Czy to jest nawyk? Po części tak, ale trafniejszym określeniem wydaje mi się - zamiłowanie, hobby, pasja... Jak zwał, tak zwał, w każdym razie działa. Podobnie stało się z basenem. Każde wyjście na trening to była katorga i przekonywanie samego siebie, że trzeba to zrobić, bo to, bo tamto! Sama wizja pocenia się i wysiłku była złem tak złym w swojej złości, że brak humoru, to i tak był lekki objaw irytacji. Co się jednak stało... Polubiłem to. Początki zawsze są ciężki, organizm nieprzyzwyczajony, mięśnie się buntują, woda leci do nosa, krztusimy się... No nie do końca jest to komfortowa sprawa, ale później... Później zaczynamy ogarniać, jest lżej i co się okazuje, można to polubić. Dzisiaj już nie pływam bo muszę. Po prostu to lubię. Chcę wejść na tor, przybić piątkę ze znajomymi, pobić własny rekord, prześcignąć gościa, do którego kiedyś brakowało mi połowę długości... Uzależniająca sprawa :) To jedynie dwa przykłady z mojego życia, ale podejrzewam, że człowiek jest w stanie zaszczepić w sobie wiele z pozoru ciężkich nawyków, które prowadzić będą do upragnionego celu. Grunt to naprawdę je polubić, a to przychodzi często po dłuższym czasie.

Ostatnim wnioskiem i elementem tej układanki jest motywacja, a właściwie zrozumienie tego, czym ona jest. Niestety, to bardzo kapryśna towarzyszka. Gdybym miał zbudować fizyczny obraz motywacji, przedstawiłbym ją jako sprężynkę. Nieistotne jak mocno się napalimy na coś, jak wielką siłę będziemy mieć do działania, zgniatając sprężynę z całej siły, po czasie i tak wróci do pierwotnej formy. Tak właśnie się dzieje z motywacją... Ściskamy ją, a ona za jakiś czas znów jest w punkcie zero, a my nie mam siły na realizacje celów. Jak to zatem rozwiązać? Znalazłem swój sposób. Raz w miesiącu czytam sobie zawsze książkę, która ładuje mnie energią. Na rynku jest tego obecnie po uszy... Ta treść się powtarza, ale to nic. Zauważyłem nawet, że czytając co miesiąc tę samą lekturę, energia i tak się ładuje, sprężyna się zgniata... Tak właśnie doszło do tego, że mam swoje ulubione dzieło, które przerabiałem grubo ponad 10 razy i cały czas działa Haha To akurat bestseller Tracy'ego - Potęga pewności siebie. Najlepsza w swojej dziedzinie. Stawia na nogi w moment, czyta się jednym tchem w parę godzin. Jest też wersja w audio na przykład do samochodu ;) Każdy znajdzie coś pod siebie.


No i na koniec... To głupie myślenie pijaka z wyrzutami - Od jutra nie piję... Od jutra, od poniedziałku, od przyszłego miesiąca... Nie. Najlepszy czas na zmiany jest teraz, w tym momencie. 

Powodzonka ;)
  Odpowiedz
#3
Od kilka lat miałem postanowienie, że pójdę na siłownię. Zawsze znalazła się jakaś wymówka. W tym roku jednak postanowienie spełniłem, zakupiłem sprzęt i zrobiłem siłownie u siebie w domu.
Wolę jednak żyć z dnia na dzień, nie stawiać sobie celów, których mogę nie spełnić.
  Odpowiedz
#4
Ja nie miałem na poprzedni rok konkretnych planów. Ja swoje plany, które teraz spełniam lub niedawno spełniłem, układałem już 2-3 lata temu, bo niektórych z nich nie da się spełnić w jeden rok. Niektóre plany nawet wcześniej układałem. Jeśli chodzi o jakieś duże plany wpływające na życie, radzę planować z kilkuletnim wyprzedzeniem. Bo wtedy będzie więcej czasu na ich weryfikację i poprawki. Ale oczywiście na warto przekładać tych planów na później, bo to trochę się mija z celem.
  Odpowiedz
#5
Każdy się z tym mierzy, nieważne co robi. Trenuję już 4 i pół roku i po tym czasie mogę jednoznacznie stwierdzić. Trenowanie (róznorakie) nie tylko buduje fizycznie ale fizycznie. Codziennie walczysz ze sobą by wstać, pójść i to zrobić. Najlepiej powiedzieć samemu sobie na głos "Jestem z siebie dumny". Jakie zajęcie sprawiające, że ktoś (uwierzcie, że nawet gdy sami sobie to mówimy) jest z nas dumny nie daje przyjemności i aż rwiesz się do powtórki?
Ludzie nie doceniają siebie samego. Rozmowa w pustym pokoju z samym sobą, jakby nie patrzeć NAJWAŻNIEJSZĄ osobą w WASZYM życiu daje duże rezultaty. Nie dość, że potrzeba rozmowy zostaje zapokajana, to na dodatek możemy pozytywnie wpłynąć na motywację by osiągnąć dany cel. Również polecam wypróbowania. Mimo, że dziwnie to brzmi - Rozmawiaj sam ze sobą. Na głos. - To daje dużo pozytywów!
Życie nie ma ścieżek na skróty.
[Obrazek: 9dLeST2.png]


  Odpowiedz
#6
Ja w zeszłym roku osiadłam trochę na laurach. Nic mi się nie chciało. Znaczy, chciało mi się, ale za mało. :P Teraz mam duuuuuże problemy z motywacją, ale nie robię postanowień. Co rok- niekoniecznie w styczniu robię cele, które dobrze byłoby osiągnąć. Niektóre są roczne, inne dłuższe.
W tym roku muszę zadbać o zdrowie i motywację. To są moje główne cele.
Mniejsze, to podróże, powrót do grania, może szerzej pojmowanego sportu.
I tyle. :)
  Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości